Sobota zaczęła się paskudnie. No dobrze, w zasadzie to nie sobota. Cały tydzień tak się zaczął... W poniedziałek wieczorem Kinga siedziała w ogrodzie, pijąc kawę i plotkując z sąsiadką. Telefon zostawiła w domu, więc kiedy zadzwonił, podniosłem go odruchowo by jej zanieść. Gdy zobaczyłem, jaki numer się wyświetlił miałem najgorsze przeczucia. Nie, nie był to Urząd Skarbowy, kochanek ani szef wysyłający na tydzień w delegację na Podlasie. Gorzej. Ten numer to była MAMA. Oczywiście Kingi, nie moja. Z moją mogę się dogadać, z teściową – w żaden sposób.

- Co tam u mamusi? - zapytałem później spokojnie, starając się, by sarkazmu nie było za wiele.
- Dobrze... wszystko dobrze, ale... – odpowiedziała, najwyraźniej nie do końca wiedząc, co powiedzieć dalej.
- Ale co? - drążyłem, pozornie wesołym tonem – Wygrała w totka i kupiła dom po sąsiedzku?
- Skąd wiedziałeś?
- Żartujesz? Powiedz, że żartujesz?
- No pewnie, że żartuję – roześmiała się Kinga, wyraźnie rozbawiona moim przestrachem – Ale wpadną z ojcem w sobotę, zostaną parę dni a później jadą do ciotki spod...

Nie dosłyszałem spod czego jest ciotka. Zresztą, jakie to miało znaczenie. Wpadną. Zostaną. Parę dni. To mi wystarczyło. I tak przez cały tydzień Kinga goniła mnie do roboty. Ilość rzeczy, które w domu i ogrodzie trzeba było zrobić przez przyjazdem mamusi była powalająca. Niewiele brakło, a trawę malowałbym na zielono. A w sobotę od samego rana porządki i sprzątanie na błysk. W południe byliśmy spoceni, zmęczeni i źli. No dobra, zły byłem ja. Kinga tylko zmęczona i spocona.

- Wszystko? - westchnąłem, chowając ściągaczkę do okien. Błyszczały jak kryształ.
- Prawie – rozejrzała się z widocznym zadowoleniem - Jeszcze nasza łazienka i sypialnia.
- Jak nasza? Przecież tam chyba nie będziemy ich gościć?
- Chodź, nie marudź – ruszyła pierwsza.

Na czas sprzątania założyła zwykłe, sprane szorty i krótką koszulkę. Gdy wchodziła po schodach jej pośladki cudownie poruszały się z boku na bok, krągłe i soczyste. Mimo zmęczenia przełknąłem ślinkę, ten widok nigdy mi się nie nudził.

- Najpierw łazienka – powiedziała, puszczając mnie przodem. Westchnąłem. Nie pierwszy, nie ostatni raz tego dnia.

- Co umyć? - spytałem, rozglądają się po pomieszczeniu. Jak na mój gust wszystko było czyste, prócz nas oczywiście.
- Mnie – odpowiedziała Kinga z szelmowskim uśmiechem.

Ściągnęła przez głowę koszulkę, powoli, nie spiesząc się, odsłaniając najpierw brzuszek, później jedną pierś, drugą. Obie były prześliczne, niezbyt duże, ale sterczące tak samo, jak dziesięć lat wcześniej, gdy pierwszy raz je oglądałem. Potem odwróciła się do mnie plecami, pochyliła i powoli opuściła szorty. W tej pozycji jej tyłeczek był jeszcze bardziej krągły i kuszący. Patrzyłem oniemiały, gdy wyswobodziła się z szortów do reszty, rzucając je do kosza na bieliznę.
Podeszła do mnie, oparła się całym ciałem, przyciskając się do mojej klaty. Miałem na sobie tylko spodenki, więc wyraźnie czułem jak ciepłe są jej piersi, jak przyjemnie delikatne.

- Przy rodzicach to wiesz, wszystko po cichu – szepnęła – Ale zanim przyjadą...

Włożyła dłoń do moich spodenek, oplotła palcami sterczącego penisa, przesunęła po nim kilka razy, aż stanął w pełnej okazałości.

- … zanim przyjadą, możemy troszkę pokrzyczeć, co ty na to?

Co ja na to? Przyciągnąłem ją do siebie jeszcze mocniej, czując jak twarde sutki wbijają mi się w skórę. Pocałowałem, rękami sięgając do przyjemnie mięciutkich pośladków.

- Ale najpierw prysznic, OK? - wyswobodziła się z moich objęć.

Na szczęście kabinę mieliśmy dużą, przyznam szczerze, że specjalnie wybieraną tak, by dwie osoby zmieściły się i miały jeszcze sporo miejsca dla siebie. Ciepła woda spłynęła po naszych ciałach, spłukując pot i zapach kilkugodzinnego sprzątania. Kinga podała mi żel do mycia.
 
Pachniał jabłkiem i czymś jeszcze, przyjemnie kwaskowatym, odświeżającym. Odwróciła się plecami, lekko wypychając pupę w moją stronę. Prześlizgnąłem się po nich czubkiem penisa, przejechałem po pośladkach, później między nimi, raz, drugi.  Kinga zamruczała, mocniej wypinając tyłeczek, wychodząc nim na spotkanie sterczącego kutasa. Wziąłem myjkę, obficie zlałem ją płynem, delikatnie szorując jej ramiona, kark, plecy, aż wreszcie mogłem skupić się na pośladkach. Uklęknąłem między nimi, wpatrując się w ciemne, brązowe oczko i wargi cipki, porośnięte krótkimi, delikatnymi włoskami. Włożyłem dłoń między jej uda, przesunąłem do góry, obejmując łechtaczkę palcami.

Kinga jęknęła, gwałtownie wypychając pośladki w moją stronę. Wsunąłem w nią język, od tyłu dobierając się do cipki. Woda zmyła już żel, smakowała więc teraz tylko sobą. Podnieconą, rozgrzaną, moją Kingą. Mocno zaparła się dłońmi o ścianę, dysząc ciężko, gdy lizałem ją w górę i w dół, wchodząc językiem to na ciasne oczko, to na mokrą cipkę.

- Teraz z przodu – odwróciła się gwałtownie, ruchem brody wskazując mi porzuconą jakiś czas temu myjkę.

Nie musiała mi powtarzać dwa razy. Zacząłem od ramion, pro forma, by później skupić się na jej sterczących cycuszkach, wymasować je dokładnie, wymyć i wypachnić. A później brzuszek - płaski, zgrabny i rozgrzana cipka, przy której zabawiłem dłuższą chwilę, na przemian myjąc ją i pieszcząc, wreszcie nogi i znowu cipka... Tym razem już bez pozorów mycia, zabawiana palcami, wślizgującymi się w ciepłą dziurkę, krążącymi po łechtaczce. Wziąłem w usta jej sutek, zaciskając na nim mocno wargi, podczas gdy palce wbijały się w coraz bardziej podnieconą cipkę. Kinga otworzyła szeroko oczy, jej paznokcie przeorały mi plecy.

- Mocniej – wydyszała – Jeszcze troszkę...

Wsunąłem w nią dwa palce, niemal podnosząc z podłogi, drugą ręką masując energicznie łechtaczkę. Kinga krzyknęła. Głośno, mocno, szeroko otwierając usta. Zalewająca nas woda nie była w stanie stłumić tego krzyku. Powoli wyjąłem palce, tuląc ją, głaszcząc pośladki aż znowu złapała oddech.
Drżącymi dłońmi teraz ona wzięła myjkę, namydliła mnie całego. Penis sterczał do góry, pokryty białą pianą o zapachu jabłek i chyba limonki. Objęła go leciutko dłonią, bardzo delikatnie zaczęła poruszać, aż ściągnęła skórkę i pokazała się fioletowa z podniecenia główka. Nadeszła moja kolej by jęczeć, gdy dłoń przyspieszyła, rozbryzgując pianę i wodę.

- Chodź do sypialni – zakomenderowała wreszcie, gdy nogi zaczęły się pode mną uginać.
 
W samą porę. Kinga wyszła pierwsza, ja zaraz za nią, z wzrokiem wlepionym w krągłą dupcię. W pokoju odwróciła się, przyciągnęła mnie do siebie i zaczęła namiętnie całować. Moje dłonie zeszły na jej pupę, bawiły się miękkimi pośladkami, ściskały je i rozszerzały. W końcu upadliśmy na łóżko, podnieceni zabawą pod prysznicem tak, że nie było już potrzeby ciągnąć gry wstępnej, sięgać po wibrator czy inne zabawki. Teraz była już tylko pora na kutasa. Bez wahania wszedłem w nią, jednym płynnym ruchem zagłębiając się prawie do końca, a następnymi dobijając tak mocno, że wreszcie wszedłem cały.

- Ooooooh – westchnęła, czując jak przepełnia ją mój twardy kutas.

Mimo tego, że pieprzyliśmy się tyle razy przez ostatnie 10 lat, nadal była ciasna, jej cipka ściskała mnie mocno i stanowczo. Objęła mnie rękami, owinęła nogi w pasie, przyciągnęła do siebie z całej siły, całując gorączkowo. Jej piersi ślizgały się po mojej klatce, mokre od potu, gorące.
Kutas rytmicznie wchodził w nią raz za razem, napięty, sterczący do granic wytrzymałości. Kinga sięgnęła dłonią między nasze ciała, chwyciła nabrzmiałego członka, zacisnęła na nim palce.

- Taki duży... - szepnęła z zachwytem, wpatrując się we mnie rozpalonym wzrokiem – Taki wielki...

Pod wpływem jej palców kutas faktycznie jeszcze się powiększył, nabrzmiał tak, że niemal rozsadzał ciasną cipkę mojej żony. Spojrzałem w dół, na ciemny trójkąt jej cipki, na włoski zlepione sokiem, spomiędzy których zerkała mała, stercząca łechtaczka. Ostatkiem sił przyspieszyłem. Z każdym uderzeniem kutasa Kinga jęczała głośno, coraz głośniej, wpatrując się we mnie szeroko otwartymi oczami.

- Jesz..cze.. - wydyszała – Chwil… - moja dłoń zacisnęła się na piersi, pociągnęła sutek mocno do góry - kę!

Krzyknęła z rozkoszy, a jej cipka zaczęła falować, wciągać mnie do środka jeszcze mocniej i zachłanniej. Wytrysnąłem, kolejnymi strzałami zalewając jej szparkę, wciąż pulsującą od orgazmu. W uszkach wciąż dźwięczał mi jej krzyk. Opadliśmy na siebie, znowu zmęczeni, znowu spoceni, ale tym razem oboje też szczęśliwi.

Nie taka zupełnie paskudna ta sobota – pomyślałem kwadrans później, gdy ponownie wylądowaliśmy pod prysznicem, zastanawiając się, czy mamy czas i siłę na jeszcze jedną rundę.